felietony

Socwiecze, i co po nim?

0 Comments

Trudno nie wysnuć paraleli między czasami starożytnymi a premierem uśmiechającym się w „The Economist” na tle nowego obiektu piłkarskiego, mówiąc (wg podpisu na zdjęciu): „wybierzcie mnie ponownie i stadion dostanie dach”.

Patrząc na czasy współczesne ma się wrażenie że demokracje są mniej populistyczne niż reżimy. Istniały, owszem, reżimy „zaciskające pasa” i realizujące program reform gospodarczych. Niekiedy są one nieskutecznie. Ogromne straty dobrobytu w wyniku represji części obywateli, ba, zniknięcia jakiejś części ludności, oraz kryzysy ekonomiczne każą np. krytycznie oceniać czasy Pinocheta w Chile. Nie wspominając o zamachu na podstawowe wolności obywatelskie w tym kraju.

Niemniej trafnym jest określenie „socwiecze” (autorstwa bodajże Zofii Kulik). Autorka opisywała jak w latach 70-tych, aby skserować jeden raz fragment zachodnioeuropejskiego katalogu, musiała udać się po zgodę cenzora na ulicę Mysią. Miniony wiek był okresem dominacji utopijnych ideologii społecznych. Ale może jednocześnie był też okresem kryzysu demokracji? Demokracji może osłabionej w zetknięciu z siłą wpływu na opinię publiczną przez grupy interesu, jakie dawały mass-media? Ale- patrząc w ostatnio zmniejszającą się liczbę krajów demokratycznych, dziś nie jest lepiej.

Reżim totalitarny w Polsce nie byłby możliwy bez jednostronnych, niepluralistycznych mediów. Nie byłby możliwy bez szeregu tych którzy dla chęci zrobienia kariery zrezygnowali z ideowości, i swoją pracą i energią podpierali zewsząd chylący się ku upadkowi system.

Sytuacja ta niewiele się zmieniła do dziś. Media rozwiniętych krajów cywilizacji Zachodu dzieli od mediów polskich niewypowiedziana przepaść. Są to różnice jakościowe i ilościowe, niewiarygodnie dramatyczne i głębokie. Gdzie są w Polsce media dla intelektualistów? Nie ma gazet codziennych które jednoczyłyby takie środowiska. Są- głównie tabloidy.

Polityk- wódz stojąc przed swoim Koloseum, przypomina rzymskiego polityka populistycznego z okresu końców demokratyzacji. Jak było w starożytnym Rzymie? Dyktatorzy i cesarze byli zwykle niewysłowionymi populistami: to panowaniu dyktatora Sulli zawdzięczamy hasło „chleba i igrzysk”. Poeta Juwenalis, autor tego hasła, zanotował, że w czasach republiki lud jeszcze sam obierał administrację i przyznawał władzę przywódcom wojskowym, teraz jednakże, strachliwy i odpolityczniony, życzył sobie jedynie chleba i igrzysk.

Demokracje, w odróżnieniu od rozmaitych „systemów pośrednich”, są zwykle mniej podatne na populizmy. To najsilniejsze demokracje tej planety przodują w rozmaitych reformach gospodarczych demonopolizujących coraz to nowe sektory gospodarki. Jeśli popatrzymy na ranking „Failed States Index”, „Wskaźnik Państw- Porażek”, to w grupie najlepiej sobie radzących krajów znajdziemy czołowe demokracje.

W Wielkiej Brytanii całkowicie otwarto rynki gazu czy prądu- w prosty sposób można dowolnie zmieniać dostawców. W Polsce: dostawcą gazu jest de facto rząd, podpisujący jakieś umowy. Choć być może sektorem tym, owianym szeregiem podejrzeń, powinni zając się sami konsumenci, poprzez swoje decyzji wybierając, z jakiego źródła chcą mieć gaz.

W Szwecji ponad dwie dekady temu zerwano z monopolem kolei państwowych. Część infrastrukturalną połączono z zarządem sieci dróg samochodowych i umożliwiono taki sam nieograniczony dostęp na tory jak na sieć kolejową. Cała Europa wprowadziła regulacje wzorowane na szwedzkich.

Nowa Zelandia otwarła rynek poczty do tego stopnia że na ulicach Wellington znajdziemy dwie skrzynki różnych konkurujących poczt obok siebie. Zniesiono urzędowe ceny (w Polsce wciąż obowiązują w kilku sektorach), zlikwidowano ograniczenie ilości licencji taksówkarzy, pożegnano licencje ograniczające dostęp do części zawodów. Zniesiono regulacje godzin otwarcia sklepów. Wprowadzono konkurencję na rynku usług medycznych: na równych prawach o państwowe pieniądze konkurują placówki prywatne jak i państwowe.

Obecny okres w polskiej historii to dekada „demokracji zabetonowanej”. Mija kilkanaście lat odkąd w 2001 roku wprowadzono obecny system finansowania polityki środkami z budżetu państwa. Tymczasem prowadzenie każdej partii politycznej czy też większej organizacji w profesjonalny wymaga co najmniej kilku mln PLN budżetu rocznie. W RFN, poza czterema większymi partiami, prawo do subwencji ma kilkanaście innych ruchów politycznych. W Polsce, po dekadzie subsydiów mamy dominację jednej- dwóch partii przy całkowitym rozdrobnieniu słabej opozycji.

W Polsce trwa wędrówka wstecz, czego dowodem może być ranking Wskaźnika Demokracji (Democracy Index). Polska spadła od edycji 2008 o szereg pozycji, wskaźnik numeryczny spadł z 7.30 na 7.05. Polskę przewyższała kilka lat temu Brazylia, Panama, Jamajka, Timor Wschodni, Tajwan, Botswana, Chile. Nasz kraj oscyluje wokół poziomu demokratyzacji Meksyku i Argentyny. Podobnie jak w Meksyku, wykształciła się “symfonia jednej partii”, i ten stan może w Polsce pozostać na dekady.

Generalnie, jak wynika z rankingu, demokratyzacja na świecie jest w odwrocie. Demokracjami nie są już Francja i Włochy. Ten ostatni kraj, został w rankingu zdegradowany ze względu na sytuację na tamtejszym rynku mediów. Uważny widz, śledzący włoską demokrację, oglądający np. program telewizyjny prezentujący wypowiedzi wszystkich, kilkunastu czy nawet dwudziestukilku kandydatów na urzędy w samorządzie regionalnym, zauważy że nic podobnego nawet nie istnieje w Polsce. Polska jest znacznie poniżej pozycji Włoch w tym rankingu.

Polska nie jest demokracją nawet na papierze. Komu polska, narzucona decyzją sądu konstytucja faktycznie, de jure, przyznaje rolę suwerena? Ludności kraju? Oj nie, ta nawet nie może zwołać referendum zmieniającego konstytucję. Władza w Polsce pochodzi od polityków (akuratnie 4-rech partii)- tako rzecze konstytucja. Jeśliby system nie był już demokracją ze względu na finansowanie kampanii wyborczych, a lud zechciał zmienić zasady finansowania partii politycznych- to nie może.

(rf)

By


Readers Comments (0)