polityka gospodarcza » polityka transportowa

Dlaczego wybory samorządowe niczego nie zmienią…

0 Comments

Na świecie dzieją się globalne dramaty, można mieć wrażenie że szykuje się kolejna wojna. Ale polska polityka miejska to małe dramaty, i odpowiednio małe wojny.

Jako wydawca prasy chciałem się nie angażować w lokalne sprawy, ale w okolicy mojego biura miała miejsce kuriozalna sytuacja, rodem z dramatów Sławomira Mrożka. Pokazuje ona chyba dość dobitnie, jak bardzo “kiepska” jest lokalna forma “lokalnego parlamentayzmu” w postaci rad miejskich i obieralnych prezydentów.

Oto lokalny polityk, nieco dziwny (na tyle by kazać skuć genitalia z jednej rzeźb usytuowanych bodaj najbliżej naszego biura) powziął kolejną kontrowersyjną decyzję. Będzie budował ścieżki rowerowe. Na miejsce pierwszych realizacji wybrał przedwojenną dumę miasta- łączącą rozłożone w dolinach śródmieście miasta z jego dzielnicami sieć przedwojennych kolei miejskich i podmiejskich.

Stało się to w latach 2012- 2014. Listy i prośby, by przeprowadzić jakieś spotkanie, zaprosić specjalistów od skądinąd naukowo opisanej dziedziny transportu miejskiego- nic nie pomogły. Obrany polityk był tak przekonany o własnej nieomylności, że albo odrzucił, albo w ogóle nie usłyszał -chyba logicznego argumentu, by torowisko pozostawić, a ścieżkę rowerową wzorem wielu miast, wybudować równolegle do tych torowisk, na co, poza jednym wąskim przepustem, w całości pozwalała szerokość śródmiejskich wykopów, estakad, nasypów i tuneli.

Po jakimś czasie korespondencji w stylu “grochem o ścianę” zasięgnąłem opinii wielu prawników. Wszyscy przedstawiali różne warianty “wojny z lokalną władzą”, znajdując szereg aktów prawnych które ów lokalny samowładca zupełnie zlekceważył. Formalne procedury nigdy się nie odbyły, jak też i nie odbyła się żadna, nawet malutka dyskusja na temat likwidacji infrastruktury wartej bagatela, jakieś 460 mln PLN wg dzisiejszych kosztorysów. Polityk i jego zastępca uznali, że jest to dyskusja zbędna.

Co można zrobić w sytuacji gdy “tam budują od podstaw to samo, co u nas rozbierają”? Okazuje się, że – w praktyce- bardzo niewiele. Można pozwać taką osobę pod sąd, zarzucając marnotrawstwo niemal półmiliardowego majątku, złamanie procedur prawnych. Ale to dość wpływowy polityk, nie każdemu wojenka z lokalną władzą jest po drodze.

Okazuje się że nie istnieją inne instytucje, mogące- tego typu absurdalne sytuacje- wyjaśniać. Prawnicy wskazywali na białe plamy pozostałe po działalności owego polityka. Decyzję o likwidacji czegośtam można zaskarżyć, problem w tym że takich formalnych aktów nie było. Powstała jakaś “rozbiórkowa samowolka” z owym zagadkowym politykiem w roli głównej. Na nic zdały się rozmaite apele, dzisiątki listów.

Ten przykład pokazuje, że w Polsce niespecjalnie warto się w cokolwiek angażować. Angażowałem się w sprawę likwidacji owej infrastruktury, ale nigdy nie otrzymałem żadnych formalnych dokumentów pobliskiego Urzędu Miejskiego w tej sprawie. Jak się okazuje, niemal ich nie było. Prawnicy narzekają, że muszą zaskarżać jakieś listy email z opinią władz miasta na jakieś inne tematy, bo, mimo 6 lat wymiany korespondencji, ów urząd nie wyprodukował nic we wnioskowanym temacie.

Bezkolizyjna trasa miała parametry tramwaju szybkiego na jednym z jej odcinków.  Lokalne władze nie potrafiły nic wyprodukować na temat wartego niemal pół miliarda “procesu likwidacyjnego” linii do największego centrum handlowego w mieście, poza następującym stwierdzeniem:

“Szanowny Panie,
w odpowiedzi na przesłane pismo z 5 czerwca 2014 r. dotyczące przedstawienia
stanowiska Urzędu Miasta Zielona Góra w sprawie likwidacji kolei miejskiej w
Zielonej Górze, uprzejmie informuję, że podtrzymujemy stanowisko o tym, że
transport w Zielonej Górze oparty będzie na autobusach elektrycznych oraz
ścieżkach rowerowych.”

Trudno dociec, czy te dwa zdania to uzasadnienie decyzji o wydatkowaniu niemal pół miliarda PLN, ale więcej nie otrzymaliśmy.  Nie wiemy, czy jest to stanowisko z jakiejkolwiek “polityki” czy “strategii” władz miasta. Jeszcze w poprzednich wersjach tych dokumentów zapowiadano w nich rewitalizację “miejskich torowisk”. Obecnie- lokalne władze są tak niechętne, że gdy chciałem zabrać głos na sali Rady Miejskiej, zapisawszy się do głosu pod koniec sesji, niemal wszyscy lokalni politycy ją opuścili. Temat był chyba bardzo nudny, bardziej nawet ich znudził niż obrzydliwie nudna typowa sesja rady miejskiej.

Wysłałem ostatnio list do owego polityka, dla pewności odwiedziłem jeszcze jego sekretariat. List wysłany majlem był wydrukowany, zupełnie jakby ów polityk nie obsługiwał poczty email. A jeśli to prawda? Po co była mu potrzeba “papierowa” wersja ponad 100-stronnicowego dokumentu? A jeśli te urzędy nadal pracują w wersji “papierowej”?

Co można zrobić? Sam zadaję sobie to pytanie.  W mieście niemal nie ma niezależnych mediów, a te które są, wydają się w pełni służyć lokalnej władzy. Sam też z ogromną niechęcią angażuję się w lokalne sprawy, definitywnie wycofawszy się jakąś dekadę temu. Żal jednak ściska, gdy się widzi te igrzyska zwykłej rozrzutności, klasycznego marnowania majątku pracy wielu pokoleń (owe linie już w momencie ich budowy równo wiek temu, wymagały gigantycznych dotacji i subwencji, ale dziś byłyby najbardziej rentownymi w skali województwa z racji ich przebiegu w śródmieściu dużego miasta).

Gdy widzę, jak mało mogę zrobić, dysponując- budżetem na tego typu akcje, kilkoma prawnikami i lokalnymi tytułami prasowymi we wszystkich większych miastach regionu, potrafię sobie dopowiedzieć, co mogą zwykli obywatele w zetknieciu z “polską demokracją”. Po prostu nie mogą nic.

p.s. jeśli uważacie że w owej sprawie mimo wszystko można coś zdziałać, proszę o komentarze.

zdjęcia mojego autorstwa- gmina Rewal, nowa inwestycja, ścieżka rowerowa i równolgłe do niej- nowy tor. A więc jednak można.

 

 

 

 

 

 

 

 

By


Readers Comments (0)