media

Kto manipuluje pracownikami mediów? Kto spłaci ok. 100 tys. PLN długu na mieszkańca kraju?

0 Comments

Prowadzę jakieś (niewielkie) media, w zasadzie ogólnopolskie z racji liczby wydań terenowych (ok. 50), i jest to dość zabawna sprawa. Większość internetowych portali lokalnych wydaje się wisieć na pasku samorządów, mimo że w niektórych krajach takie finansowanie mediów z budżetów samorządów jest nielegalne. Uniwersytety państwowe wydają publikacje z reklamami różnych polityków, bez nawet ich oznaczania jako tekstów sponsorowanych (możliwe że ów PR jest nawet bezpłatny). Znajomi didżeje prowadzą swoją stację radiową w Wielkiej Brytanii, ponieważ w Polsce zabrakło dla nich częstotliwości, tak przynajmniej dowiedziałem się dzwoniąc do KRRiT, mimo że we wspomnianym mieście nadaje ledwie kilka stacji. I to przy możliwościach technologicznych dających ok. 150 miejsc nadawczych w paśmie FM, jak wykorzystuje się pasmo w wielu krajach starej UE.

Rozmaici ludzie opowiadają zadziwiające historie. Jak to prezes pewnej wielkiej stacji TV w istocie nie ma nad niczym kontroli, jakby nie pracował “u siebie”. Tudzież inni ze szczegółami wymieniają, które medium do czyich stref wpływu należy. W tym wszystkim pracują rozmaici ludzie, którym ktoś wmówił że takie działania są sensowne i etyczne, nawet jeśli sprzedają zwykły Public Relations na czyjeś konto. Rozumiem że ci ludzie mają swoje kredyty mieszkaniowe, rodziny i zobowiązania do spłacenia…

Gdy przegrzebać polską sieć www, okazuje się że istnieją media całkiem dobrej jakości, zupełnie poza siecią wzajemnie cytujących się “mediów ze świecznika”. Jest to dość dziwna konstatacja: w owym śmietniku niechcianych przez owe media opinii i poglądów znajdziemy całe zastępy historyków ze świetnymi na ogół mediami [2], odnajdziemy nawet “zagubione” w wirach historii całe regiony kraju (jak region Nowej Marchii, dość zagadkowo i skutecznie wymazany, por. www.neumark.pl).

Znajdziemy kąśliwe komentarze n/t rządzących: “Donald Tusk podczas swojego majowego objazdu po Polsce przed mistrzostwami Euro 2012 podróżował z Poznania do Wrocławia koleją. Bilet na przejazd pociągiem spółki PKP Intercity premier kupił w kasie biletowej Kolei Wielkopolskich. Od początku do końca był to zabieg propagandowy – po pierwsze Tuskowi jako posłowi przysługują darmowe przejazdy koleją, po drugie w kasach Kolei Wielkopolskich nie ma możliwości zakupu biletów na pociągi PKP Intercity.” [1]

Ktoś z wnętrza systemu wykorzystuje struktury rozmaitych służb, by sprzedawać zwykłą propagandę, jednocześnie omamia pracujących w tych strukturach ludzi. Jechałem w ten weekend samochodem z przyjaciółmi, gdy przejeżdżaliśmy koło tablicy z długiem publicznym, ktoś kąśliwie zauważył że jest to co najmniej dwukrotność jeśli nie trzykrotność zadłużenia z czasów tow. Gierka, jeśli przeliczyć tamte zadłużenie na obecną jego wartość w dolarach USA. Czy ktoś liczy na to że podobnie jak poprzednio, kraj zbankrutuje i nie będzie trzeba owego zadłużenia spłacać w całości? Dodatkowo masowa emigracja młodych ludzi zmniejsza bazę demograficzną. Ile spłaty przypadnie na jedną młodą osobę (obecne zadłużenie “oficjalne” to ok. 840 mld PLN, nieoficjalne to kilka bln PLN w systemach takich jak ZUS, KRUS, mundurówka, służba zdrowia etc. (por. [3]). Już obecnie wychodzi ponad 100 tys. PLN na osobę, ok. 10 tys. PLN kosztów samych odsetek rocznie. A co w sytuacji gdyby doszło do “ekonomicznej zdrady”- podjęcia zadłużenia które na stałe uczyni z Polski kraj niezdolny do konkurencji z innymi, mniej zadłużonymi krajami?

Jako ekonomiści nie mamy dostępu do najbardziej elementarnych danych ekonomicznych. Obecna liczba ludności w świetle danych do których dotarłem jest po prostu nieznana. GUS w niedawnym spisie ludności zastosował błędną metodologię, pobierając dane z nieaktualnych baz meldunkowych, mających zwykle wartość historyczną. Wystarczy skorzystać z sieci społecznościowych by móc oszacować populację. Z mojego rocznika liceum w Polsce nie ostał się niemal nikt, o studiach nie wspominam. Nie wiem na ile owa porażka metodologiczna GUS była zamierzona- możliwe że zebrano pełne dane, ale były zbyt pesymistyczne. Podobnie jak w to miało miejsce do niedawna w Grecji, i w Polsce GUS jest ściśle podległy pod urząd premiera kraju. Rzeczpospolita Polska po prostu nie dysponuje niezależnym urzędem statystycznym, a rozmaici krytycy wytykają dziury w statystykach GUS- np. uznaniowe zliczanie danych z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, rozmaite nieścisłości danych czy drastyczne błędy w publikacjach.

Obawiam się że są jacyś ludzie którzy wykorzystują pewne służby w sposób zgodny z ich własnymi interesami, ale drastycznie sprzeczny z interesem ogółu. Wartoby o tej sprzeczności zacząć mówić- na horyzoncie robi się bowiem bardzo niewesoło. Zbierając dane z rynków, widzę wciąż znikające lokale. Przy głównych ulicach Warszawy jest dość sporo lokali czekających na najemców, znikają popularne kluby, kasowane są cykliczne imprezy. W wielu miastach czy dawnych kurortach (Drohiczyn, Cigacice) liczba knajp czy rozmaitych instytucji jest mniejsza jak w czasach przedwojennych czy nawet w XVI/XVII wieku, jak w Drohiczynie. Na terenach skolonizowanych po II WŚ, czyli tzw. “Ziemiach Odzyskanych” mniejsza jest liczba stowarzyszeń, a przeglądanie dawnych reklam w przedwojennej prasie może przyprawić o zawrót głowy- dawne koncerny w roli największych pracodawców zastąpiły szpitale, urzędy czy uniwersytety tak kiepskie, że mają nawet swoje parodystyczne witryny.

Bez normalnych mediów trudno o jakiekolwiek zmiany na lepsze, chyba że ktoś nadal wierzy w rzeczy inne niż przynajmniej mnie uczono na niepolskiej, ale chyba porządnej uczelni ekonomicznej. Ekonomista widząc jak się “sprawy mają” winien chyba wyemigrować z tak rządzonego kraju- ktoś bowiem bawi się w sposób dużo mniej fair niż ma to miejsce w tych krajach starej UE w których w swoim życiu już mieszkałem. w Polsce mamy nader dziwny urząd statystyczny, dziwne media “głównego nurtu”, trudne do pojęcia historie ludzi którzy próbowali zarejestrować swoje listy w ostatnich wyborach parlamentarnych, niesłychane historie na konferencji prawników, nawzajem się procesujących.

Patrząc z boku, mam wrażenie oglądania jakiejś bananowej republiki, szczególnie ze względu na jej system prawny, zdaje-się że zajmujący I. miejsce przed Rosją i Turcją w liczbie spraw w trybunale w Sztrasburgu, jeśli przeliczyć ilość spraw przez liczbę mieszkańców i okres, od którego ów trybunał rozpatruje sprawy z terenów Rzeczpospolitej. Typowo “bananowa” jest postawa rozmaitych sądów wobec działań Państwowej Komisji Wyborczej, podobno nie podlegającej pod ich orzecznictwo (takie plotki mi opowiadano).

Nie wiem po cóż ten cały pic, to niewyobrażalne by zatuszować to morze skrzeczącej rzeczywistości bez popadania w śmieszność. Ostatnio odwiedziłem dawny kurort Wałbrzych- Szczawno Zdrój, by później wybrać się do miast Czech Zachodnich, w rodzaju Mariańskich Łaźni. Przed II wojną światową miasta- kurorty były porównywalne, a dziś różnice sięgają 50-60 lat.

Wyrywkowa księgowość sektora publicznego, “przeczące prawom finansowej grawitacji”, dla aktualnie rządzących wygodne, ale tragiczne dla przyszłych pokoleń standardy księgowości w sektorze publicznym po prostu zaczynają zbierać swoje żniwa. Rozlatujące się nadal upaństwowione kamienice z których odpadła cała sztukateria, zdezelowane tory i resztka systemu kolei pasażerskiej, rozpadłe całe systemy infrastrukturalne w rodzaju systemu energetycznego- to wszystko jest efektem zdaje się że także “twórczych” księgowych “wygodnie” zapominających o amortyzacji całego tego mienia. Nie trzeba prowadzić wielkich badań by zorientować się czemu innym wyszło, a w Polsce się nie udało.

Mam wrażenie straty czasu. Recepty na ową sytuację istnieją, ale zdaje się że ktoś zamierza kontynuować wielką akcję pudrowania rzeczywistości, co jest już po prostu skrajnie nieodpowiedzialne, patrząc na skalę emigracji przynajmniej w moim pokoleniu. Ma się wrażenie wszechogarniającej cenzury nawet nie tyle krytycznych co po prostu rzeczowych opinii. Sieć Internet stała się w zbyt wielu przypadkach jedyną ostoją wolności słowa, co przypomina warunki Afryki Północnej sprzed rewolucji.

Podobno w Polsce istnieją media publiczne, ale- korzystając często z sieci Internet, nie sposób nawet znaleźć tych treści. Od dobrych trzech lat słyszałem jedynie o problemach finansowych mediów publicznych, ale – w sieci nigdzie nie obejrzałem choćby fragmentu treści wyprodukowanych w państwowych koncernach medialnych, nie zauważyłem dosłownie nic. Jakby nie istniały. Na czytanych przeze mnie dziesiątkach forów czy portali nikt nie podlinkował żadnych produkcji, zupełnie jakby owe treści nie były zbyt interesujące.

Teraz słyszę że ktoś ode mnie chce pobierać opłatę za konsumpcję tego typu treści, co jest chyba dość dziwne, skoro faktu konsumpcji choćby pojedynczej treści nie mogę sobie przypomnieć w ciągu ostatnich dwóch lat. O ile mi wiadomo, media w rodzaju TVP 1 czy TVP 2 już parę lat temu funkcjonowały całkowicie komercyjnie, a rolę medium publicznego miała spełniać TVP Kultura (program o którym niestety nie słyszałem poza tym że istnieje). Z tego co sprawdziłem, ma on np. dwukrotnie mniej fanów w popularnej amerykańskiej sieci społecznościowej Facebook, niż nadająca tylko w sieci, bez rządowej licencji, muzyczna Rastastacja.

Przy czym rządowy kanał TVP 1 ma tych fanów ok. 3,5-rokrotnie mniej od tej małej, amatorskiej, nieco wyznaniowej sieci radiowej, prowadzonej w dodatku przez środowiska osób w ogóle niekojarzonych z pogonią za pieniędzmi czy wydajnością pracy. Najbardziej popularnym internetowym kanałem telewizyjnym, wnioskując z rozmów z polskimi szefami usługi Youtube, jest ProstoTV (300 mln wyświetlonych filmów, 200 tys. abonentów),. Wg słów objaśniającego mi ów rynek młodego człowieka, jest to telewizja nadająca treści muzyczne całkowicie wyrugowane z polskich mediów licencjonowanych przez środowiska władzy. W sieci Internet dość popularny wydaje się magazyn “Vice” przeznaczony dla młodszej generacji (913 tysięcy fanów w sieci społecznościowej Facebook) [4]

Świat zdaje się że idzie swoim tempem, a moi przyjaciele przenoszą się w inne rejony kontynentu, na przemian dziwiąc się mojemu zajęciu (twierdzą że naprawianie “matrixu” jak nazywają polską rzeczywistość, nie ma sensu), innym razem wróżąc mi nieprzyjemności (istotnie- niedawno miałem jakieś dziwne perypetie prawne), innym razem piszą że “Polska to nie jest najlepsze miejsce na układanie sobie życia” prosząc o pożyczkę na bilet w jedną stronę gdy przenoszą się do wygodnego miejsca na tym kontynencie. Mnie zaś dziwi jedno: południowe Czechy już przypominają Szwajcarię ze swoim świetnym systemem transportu publicznego, zadbaną infrastrukturą, a to wszystko przy znacznie wyższej sile nabywczej lokalnych pieniędzy. Tymczasem ludzie, broniący nędznych resztek tej cywilizacji sto czy kilkadziesiąt kilometrów bardziej na północ, w Polsce, wydają się walczyć z jakimś dziwacznym reżimem, nie-wiadomo-czego-chcącym poza pudrowaniem dramatycznie odmiennej rzeczywistości celem przetrwania czy trwania w sytuacji, gdy zwalić się może już wszystko.

Ciekaw jestem mimo wszystko, kto za tym stoi? Ślady prowadzą także do rozmaitych biznesmenów sektora udzielającego pożyczki i zarabiającego na odsetkach. Ludzie ci zdaje się- wybrali Szwajcarię poza Polską, zamiast – wydawałoby się równie możliwego- robienia Szwajcarii z Polski, wzorem sąsiadów z Południa. Owi kontrowersyjni ludzie biznesu opowiadali ongiś mi i innym zebranym o swoim sekrecie na udany biznes: otóż mówili że Public Relations (czyli prościej to nazywając: propaganda biznesowa) tworzy cuda. Obawiam się, że są to cuda wirtualne, mogące szybko stracić na wartości.

Adam Fularz

[1] http://www.zm.org.pl/?a=biletowe_romanse-12b

[2] jak dolny-slask.org.pl

[3] A fiscal outlook for Poland usingGenerational Accounts der Albert-Ludwigs-Universität Freiburg. Janusz Jabłonowski. Christoph Müller. Bernd Raffelhüschen, on-line: http://www.fiwi1.uni-freiburg.de/publikationen/265.pdf

[4] http://www.vice.com/pl/news

By


Readers Comments (0)